Od rozmiaru, przez szafirowe szkło osłaniające całą górę kopertę, po design cyferblatu (szczególnie skłaniam się ku wersji czarnej) i dobrej klasy mechanizm, wszystko w tym zegarku zadziałało na medal i z całym przekonaniem przywróciło wielu wytrawnym kolekcjonerom wiarę w markę. Przy okazji model ten - w wariancie niebieskim - okazał się Waszym laureatem 'Nagrody Publiczności' Zegarka Roku CH24. Pierwsza, rzucająca się w oczy rzecz to uszy – masywne, bardzo mocno wyprofilowane i zagięte w dół, z wkręcanymi teleskopami. Z jednej strony tak mocny profil powinien gwarantować idealne dopasowanie do przegubu, z drugiej jednak – co wyszło w teście – wszystko zależy od kształtu nadgarstka. Ja miałem spory problem z dobrym dopasowaniem, tym bardziej, że sprawy nie ułatwia pasek i jego zapięcie. Sytuacja zmieniła się w rok temu, kiedy to Vacheron Constantin do kolekcji QDL dołożył dwa proste, seryjne modele w stali, różniące się jedynie kolorem tarczy. Jeden z nich – z białym cyferblatem - trafił do naszej redakcji. Na przestrzeni lat design się zmieniał, ale kanciasta obudowa w połączeniu z niebieską tarczą i białymi tarczkami budzą wciąż jednoznaczne skojarzenia z (TAG) Heuerem. Jest jednym z tzw. “jednosekundowców' (moje prywatne określenie), czyli zegarków, do których rozpoznania wystarczy rzut okiem. To właśnie siła dobrego projektu. nep Omega horloges Lange uchodzi za wirtuoza w kategorii zegarmistrzowskich dekoracji i dopieszczania detali, ale w tytanowym Odyseuszu widać to po równo wewnątrz i na zewnątrz. Największa bolączka Odysseusa Titanium? W sumie są dwie. Pierwsza to limitacja – raptem 250 egzemplarzy. Druga, jeszcze boleśniejsza – cena. 4 a 5 oraz mała, lekko uniesiona tarcza sekundnika i wkomponowanego weń dysku faz księżyca między godz.7 a 8. Cyferblat jest wykonany doskonale, z dopieszczeniem najmniejszych detali, choć i tak wrażenie dość prostego projektu o specyficznym charakterze jest nieodzowne. Girard-Perregaux ma swój styl, i albo się go lubi, albo wybiera inny czasomierz.
Kaliber 4401 złożony jest z 367 elementów i od góry zwieńczony szkieletowanym wahnikiem z 22ct, różowego złota. Automatyczny naciąg (plus możliwość 'doładowania' koronką) gwarantuje 70h rezerwy chodu. Osadzony pod pełnym mostkiem balans taktowany jest na 4Hz, co oznacza, że stoper odmierza czas z dokładnością do 1/8s. Zainspirowana wspomnianymi, beczułkowatymi wersjami Monzy koperta ma 42x42mm plus 12mm grubości. Zrobiono ją z tytanu, powleczonego czarną powłoką DLC (Diamond Like Carbon). Powierzchnie wykończono lekko satynowanym (flanki, uszy, górna powierzchnia bezela) i polerowanym (ranty bezela oraz dekla) finiszem i wyposażono w stalową, niezakręcaną koronkę oraz dwa przyciski stopera. Faktyczna tarcza została zawieszona na środku kompozycji i jest podtrzymywana dwoma małymi elementami po prawej oraz lewej stronie – i mówiąc szczerze to jedyne detale projektu, których osobiście bym się pozbył. W przestrzeni między tarczą a kopertą widać na przestrzał kręcący się wahnik automatycznego mechanizmu. W jego brzegach wycięto okrągłe otwory i część z nich wypełniono luminową. Obie propozycje rozmiarowe odniosły zauważalny sukces, przy czym wielu miłośników marki zaczęło głośno marzyć o uzupełnieniu oferty o mniejszy model, tyle że z mechanicznym werkiem. Choć Tissot błyskawicznie odpowiedział na te życzenia, najnowsza premiera może pozostawiać pewien niedosyt. Po pierwsze i być może najistotniejsze zegarek zrobiono z tytanu (grade 2), co w historii Tudora (i Rolexa) było premierowym sięgnięciem po ten lekki, hipoalergiczny, odporny na korozję metal. Koperta dostała spore 42 mm średnicy i pokaźną wodoszczelność na poziomie 500 m.
Büsser wielokrotnie podkreślał w różnych wywiadach, że jego marzeniem było stworzenie marki, której produkty mógłby kupić przeciętny kolekcjoner bez budżetu niezbędnego do posiadania jednej z kosztownych kreacji MB&F. Koncepcja M.A.D.Editions narodziła się w jego głowie lata temu, ale do realizacji pomysłu przeszedł dopiero w dobie pandemii koronawirusa. Nowa Omega ma 41mm średnicy, czyli o 2mm więcej niż oryginał. Biorąc pod uwagę fakt, że rozmiar Planet Ocean (PO) zaczyna się od 42mm, a sama PO jest zegarkiem sporo masywniejszym i o zdecydowanie bardziej sportowym zacięciu, można śmiało uznać, że Seamaster 300 wypełnia pewną lukę w ofercie szwajcarskiego producenta.