atlantic worldmaster 21 jewels original

Pudło dołączone do zegarka ma gabaryty małego telewizora, waży dobre 2,5kg i w swoim wnętrzu zawiera, poza zegarkiem, całą gamę dodatków. Do oczywistego zestawu książeczek, instrukcji i gwarancji oraz mini-albumu dołączono lupkę (z odwzorowanym bezelem zegarka), stalowy medal z dekla w wersji XXL oraz dwa paski i narzędzie do ich zmiany. Piaget zadbał także o estetyczne wykończenie werku, widocznego gołym okiem przez szafirowy dekiel. Duży rotor ma szarą, metaliczną powłokę, cyrkularne pasy genewskie i białe logo. Mostki ozdobiono tym samym motywem pasów, śrubki termicznie zabarwiono na niebiesko, a płytę bazową pokryto perłowaniem. Wykończone są nawet krawędzie mostków, a to już wyższa półka zegarmistrzowska. Zupełnie szczerze rzecz ujmując, z początku tak nieszablonowe rozwiązanie nie przypadło mi do gustu, ale to wrażenie z czasem ustąpiło pewnej spójności wizualnej, podbitej ciekawym spektaklem kinetycznym. Widać go co prawda najlepiej kiedy dokręcamy zegarek manualnie, ale nawet przy standardowym, automatycznym procesie nakręcania prezentuje się ciekawie. Niebieski - kolor przewodni całego projektu - wybrany został jako inspiracja nocnym niebem i japońską fascynacją Księżycem. Odcień jest głęboki, prawie granatowy i ma ten specyficzny, szklany połysk wypalanej emalii. Idealnie kontrastują z nim malowane, rzymskie indeksy godzinowe (ich forma zaczerpnięta została ze pierwszego zegarka kieszonkowego Seiko) i zestaw białych, lakierowanych wskazówek. Ile by w tym nie było racji, nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka i porównywać tool-watcha z eleganckim garniturowcem czy wielkimi komplikacjami. To zupełnie różne bajki, a Rolex nie ma żadnej intencji w nich uczestniczyć. Od samego początku i koncepcji Hansa Wilsdorfa marka dostała jasno wyznaczoną drogę i trzyma się jej z precyzja najlepszego GPSu. I tak wyposażony w krzemowy wychwyt i krzemową sprężynę TWINSPIR® (dwie warstwy krzemu połączone ditlenkiem krzemu o właściwościach termokompensacyjnych) Baumatic jest antymagnetyczny, odporny na wstrząsy i tyka z częstotliwością 4Hz (28.800 A/h). Z kolei kumulowana w bębnie sprężyny energia pozwala na 120 godzin pracy.
Jak na dobrego 'wintydża' przystało, Heritage Classic Sector opakowany został w gabaryty charakterystyczne bardziej dla dawnych niż współczesnych czasów. To zresztą doskonale, bo jak przekonałem się z wiekiem, rozmiar ma w zegarku na rękę absolutnie fundamentalne znaczenie. Stalowa koperta mierzy 38,5 mm średnicy i 11 mm grubości, z których 2 mm stanowi szkło. Tarcza to bardzo mocna strona modelu PRX Chronograph. Granatowa 'panda' z kremowymi totalizatorami po prostu pasuje do tego zegarka. Sam cyferblat wykończony jest precyzyjnie i znaleźć na nim można kilka faktur - granatową powierzchnię ozdobiono liniowym szczotkowaniem, które w fakturze przypomina jeans, totalizatory natomiast są gładkie, w kolorze kremowym i ze srebrną, karbowaną obwódką. Dodatkowo wersja recenzowana jest stylistycznie (design tarczy) najmniej udaną z całej serii Instrument. Proste, 3-wskazówkowe modele z czarną tarczą i białymi indeksami wypadają znacznie ciekawiej i są bliższe idei 'pokładowego instrumentu lotniczego' na nadgarstku. W wersji GMT styliści popuścili nieco wodze fantazji. replica Omega Speedmaster Z mojej perspektywy TAG Heuer (a wcześniej Heuer) Carrera zawsze był i jest prawie ideałem sportowo-casualowego chronografu o motoryzacyjnych konotacjach. A jego początki sięgają roku 1965. Lekko wypukły cyferblat ma czarną, lakierowaną bazę, w którą wpuszczono dwie matowe tarczki: małą sekundę i 30-minutowy licznik stopera. Widoczne na nich podziałki są białe, podobnie jak substancja świecąca pokrywająca niewielkie, ale grube - może nawet zbyt grube - pracujące wewnątrz wskazówki. Projekt uzupełniają pozłacane, nakładane indeksy wypełnione Super-LumiNovą w kolorze ecru.
Choć Automatic to najmniejszy model w serii, jego 42mm średnicy i pokaźne 14mm grubości daje w sumie masywny i dość spory zegarek, z ostrymi gdzieniegdzie krawędziami, które tu akurat pasują jak nigdy. Chociaż od zawsze, a przynajmniej od 2010 roku i reaktywacji marki, jestem wielkim fanem Tudora, nigdy nie przejawiałem entuzjazmu w kierunku kolekcji FXD. Częściowo z racji gabarytów (na papierze 52 mm lug-to-lug to bardzo sporo), a częściowo z racji jednak osobliwej konstrukcji i surowego charakteru. Kompletnie nie trafiła do mnie premierowa wersja zegarka...